Ilekroć myślałem o podróży do Australii, zawsze wyobraźnia podpowiadała mi obraz czerwonej, rudawej ziemi, nieprzemierzonego buszu i wreszcie potężnej, samotnej skały pośrodku niczego. Choć dotychczas znany mi świat nie stawiał przed podróżującym praktycznie żadnych granic, to właśnie doświadczenie takiej Australii wydawało mi się nieosiągalne. W tym pechowym dla sympatyków podróży roku udało mi się jednak to szczególne miejsce odwiedzić.  

Organizacja podróży 

Już na etapie planowania podróży do Australii wiedziałem, że muszę zobaczyć Uluru na własne oczy. Spotkałem się z wieloma opiniami, że ta kilkudniowa wycieczka do australijskiego interioru jest bardzo kosztowna i zdecydowanie przeceniona. Prawdę mówiąc (a raczej pisząc), trudno się nie zgodzić z opinią, że wycieczka ta do tanich nie należy. Samo położenie w znacznej odległości od cywilizacji powoduje, że koszty zakwaterowania w pobliżu Uluru będą znaczące, a i dostać się w serce kontynentu australijskiego nie będzie tanią rzeczą. Mając do dyspozycji zaledwie kilkanaście dni w Australii, trudno byłoby dostać się w to miejsce drogą lądową. To właściwie rzecz niemożliwa i pozbawiona sensu. W takim przypadku zmuszony zostałem do poszukiwania biletów lotniczych. Na szczęście bogata i dobrze zorganizowana Australia, świetnie poradziła sobie z “umożliwieniem niemożliwego”. Na pustyni w odległości dziesięciu kilometrów od Parku Narodowego Uluru-Kata Tjuta znajduje się niewielkie lotnisko, na które dostaniemy się bez trudu z większych australijskich miast. Pomiędzy lotniskiem i Parkiem Narodowym znajduje się również niewielka wioska – Yulara.

Gdzie się zatrzymać? 

Yulara to właściwie kurort i baza wypadowa dla turystów odwiedzających to wspaniałe miejsce. W miejscowości znajduje się kilka hoteli, pole namiotowe, jeden sklep wielobranżowy, kilka sklepów z pamiątkami oraz restauracji. Wszystko znajduje się w bardzo bliskiej odległości od siebie i zostało stworzone z myślą o turystach. Wszystkie hotele oraz pole namiotowe zarządzane są przez jedną firmę, dlatego trudno tutaj o konkurencję cenową. Ceny noclegów są bardzo wysokie, jednak czasami można trafić na promocję, podczas której możemy zarezerwować trzy noclegi w cenie dwóch. Najtańszą opcją jest oczywiście nocleg na świetnie wyposażonym polu namiotowym lub w domku kempingowym z własnym aneksem kuchennym. To rozwiązanie przemawiało do mnie najsilniej.  

Transport i jedzenie 

Jeżeli już dotarliśmy do Yulary oraz mamy gdzie spędzić noc, pozostają nam do załatwienia sprawy transportu oraz wyżywienia. W tym przypadku mam jedną dobrą i kilka gorszych wiadomości. Transport z lotniska do wioski jest darmowy dla wszystkich turystów, podobnie jak kursujący po wiosce autobus turystyczny, którym dostaniemy się do każdego hotelu, na pole namiotowe oraz na mały ryneczek, przy którym znajdują się restauracje i sklepy. Mimo że z wioski dość dobrze widać Uluru, to wciąż do pokonania pozostaje przeszło 20 km pustyni. Opcji do wyboru w tym przypadku mamy kilka. Możemy wypożyczyć samochód, co jest zdecydowanie opłacalne przy kilku osobach, możemy zakupić zorganizowaną wycieczkę lub bilet na hop on hop off bus. Wszystkie opcje, jak można się domyślić, są dość kosztowne i nie ma dla nich alternatywy. Pozostaje kwestia wyżywienia. W tym przypadku opcje są dwie. Możemy stołować się w restauracjach hotelowych lub w tych znajdujących się przy ryneczku albo kupować produkty w sklepie i przygotowywać sobie posiłki samodzielnie. W tym przypadku druga opcja ma sporo sensu ze względu na panujący w interiorze suchy i gorący klimat. W ciągu dnia trudno jest organizować trekkingi w parku narodowym, a samo jego zwiedzanie też jest dość mocno ograniczone, przez co bez trudu znajdziemy czas na przygotowanie posiłków i zaoszczędzenie kilkudziesięciu dolarów na osobę. Oczywiście ceny w jedynym sklepie spożywczym w Yularze są wyższe niż te w australijskich miastach i nadal trzeba być przygotowanym na większy wydatek.  

Przygoda w interiorze 

Pierwsze wrażenie 

Kiedy przebrnąłem przez bolesną dla portfela organizację podróży do serca Australii i wsiadłem do samolotu lecącego z Sydney do Yulary, przepełniło mnie uczucie spełniania kolejnego marzenia. Po trzech godzinach lotu za oknem krajobraz zmienił się nie do poznania. Gęsty busz okalający większą część terytorium Nowej Południowej Walii oraz sąsiadujących z nią stanów zamieniony został na niekończące się tereny czerwonej pustyni. Po wylądowaniu na lotnisku Ayers Rock silnie odczułem zmianę klimatu na bardzo suchy i gorący. Od razu po opuszczeniu pokładu samolotu zostałem zaatakowany przez najbardziej irytujące przedstawicielki lokalnej fauny. Miliony niewielkich much z niesamowitą determinacją starają się dotrzeć do oczu, uszu i nosa. Warto przygotować się na tę niewygodę i zabrać ze sobą siatkę przeciwko insektom nakładaną na kapelusz. Bez tego niedrogiego gadżetu trudno jest cieszyć się pięknem otaczającego nas krajobrazu. Od tego momentu właściwie przez cały czas przyjdzie nam toczyć walkę z owadami.  

Lokalny krajobraz, błękitne niebo, gorące powietrze i niska, stepowa roślinność to kwintesencja moich wyobrażeń o Australii. Mimo że udało mi się zobaczyć już wiele pięknych miejsc na całym świecie, to wciąż tak egzotyczna natura naszej planety mnie fascynuje i zachwyca. Już podczas przejazdu z lotniska do Yulary byłem oczarowany, a przecież najważniejsze punkty wyjazdu były jeszcze przede mną. 

Uluru i Kata Tjuta 

Po dokładnej analizie wszystkich opcji zwiedzania Parku Narodowego Uluru-Kata Tjuta, wybrałem przejazd Hop On Hop Off. Opcja ta umożliwia kilka przejazdów dziennie pomiędzy różnymi punktami orientacyjnymi u podnóża Uluru oraz Yularą. Przejazdy są świetnie zorganizowane, a kierowcy pilnują, by odebrać wszystkich pasażerów przed nocnym zamknięciem terenu Parku Narodowego. Taka forma zwiedzania umożliwia również odwiedzenie drugiej, oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów, popularnej formacji skalnej, zwanej potocznie The Olgas 

Uluru – potężna skała pośrodku pustyni to święte miejsce Aborygenów. Formacja o wysokości ok. 300 m oraz o obwodzie ok. 8 km stanowi jedną z największych atrakcji kontynentu. Do niedawna możliwe było organizowanie wspinaczek na jej szczyt, jednak dzięki intensywnym działaniom organizacji zrzeszających przedstawicieli rdzennej ludności wspinaczek zabroniono. Najbardziej widowiskowe są tutaj wschody i zachody słońca, podczas których skała wielokrotnie zmienia swoje barwy. Wczesne godziny poranne to czas rozpoczęcia trekkingów trasami prowadzącymi wokół Uluru. Trasy prowadzą po płaskim terenie, jednak w upalne dni nie należą do najprostszych. W kilku punktach możliwe jest zaczerpnięcie wody zdatnej do spożycia. Warto jednak zabezpieczyć odpowiedni zapas we własnym zakresie. Zdecydowanie najlepszym okresem na organizację trekkingów w tym regionie jest czas pomiędzy czerwcem i sierpniem, kiedy temperatury w trakcie dnia są zdecydowanie przyjemniejsze niż podczas australijskiego lata. Oczywiście, jeżeli temperatury są zbyt wysokie i obawiamy się, że nie poradzimy sobie z dziesięciokilometrowym trekkingiem, możemy przejść tylko wybrany fragment tej trasy lub skorzystać z darmowej opcji spaceru z pracownikiem Parku Narodowego, który odbywa się raz w ciągu dnia w godzinach porannych. Podczas spaceru przewodnik opowie kilka interesujących faktów z życia rdzennej ludności oraz przekaże kilka informacji na temat Uluru. Po powrocie do Yulary warto chwilę odpocząć nad basenem, korzystając jednocześnie z bardzo intensywnie grzejącego słońca. Pamiętajmy, że promieniowanie w Australii jest niebezpieczne i przebywając na zewnątrz, należy korzystać z kremów i balsamów z wysokim filtrem. Spędzając w Yularze więcej niż jeden dzień, warto rozważyć wycieczkę do Kata Tjuta. Grupa monolitów potocznie zwanych The Olgas na niektórych turystach wywiera większe wrażenie niż popularniejsze Uluru.  Warto pospacerować po trasach trekkingowych w okolicy.  

Fauna 

Teren Parku Narodowego oraz jego okolice zamieszkiwane są przez liczne dingo. W wielu miejscach zauważyć można plakaty informujące o tym, jak należy się zachować, jeżeli spotkamy dingo. Warto zapoznać się z ulotkami. Najlepiej powinny przygotować się na takie spotkanie osoby zatrzymujące się na polu namiotowym lub w domkach kempingowych. Rozległy teren zmusza do spacerów do toalet, aneksów kuchennych i łazienek. Dingo nie są agresywne, jednak często wędrują w poszukiwaniu jedzenia. Jeżeli zauważymy zbliżające się do nas zwierzę, powinniśmy udać się w przeciwnym kierunku. Osobiście dingo spotkałem raz, na parkingu przy jednej z tras trekkingowych Kata Tjuta. Oprócz dingo można spotkać również jaszczurki i węże. Wśród węży występujących dość licznie w tym rejonie wymienić można między innymi mulgę zwyczajną, należącą do grupy najbardziej jadowitych. W przypadku spotkania na swojej drodze węża powinniśmy zaczekać cierpliwie, aż zwierzę się oddali. Oczywiście jak wszędzie w Australii możemy spotkać tutaj kangury, jednak te raczej unikają turystycznych miejsc, a w ciągu dnia ukrywają się w cieniu.  

Tak jak się spodziewałem, to szczególne miejsce znajdujące się w środku Australii, na zawsze zapadło w mojej pamięci. Australia to szósty kontynent, który udało mi się odwiedzić podczas dziesięcioletniej przygody z podróżowaniem, a zobaczenie Uluru na własne oczy o wschodzie i zachodzie słońca to prawdziwa wisienka na podróżniczym torcie.