Skąd pomysł na safari?  

Wczesne dzieciństwo to czas marzeń, poznawania świata oraz najciekawszy okres rozwoju człowieka. To w dzieciństwie ludzie odczuwają największą ciekawość świata i starają się go poznać jak najlepiej. Wtedy też najsilniej działa ludzka wyobraźnia. Do dziś pamiętam, jak duże emocje wzbudził we mnie film animowany Król Lew. Kiedy w latach 90 można było zobaczyć produkcję Walta Disneya na dużym ekranie, miałem zaledwie kilka lat. Wtedy też afrykańską sawannę zobaczyłem po raz pierwszy w życiu. Afrykańska sawanna wydawała mi się niedostępna i nierzeczywista. Nic w tym dziwnego – jak kilkulatek może zdawać sobie sprawę z tego, że świat z filmu animowanego może naprawdę istnieć? Dodatkowo w czasach, kiedy dostęp do Internetu nie był jeszcze aż tak powszechny, jak obecnie, a dzieci nie miały smartfonów ani tabletów. Po latach, gdy udało mi się na własne oczy, na żywo, zobaczyć i poczuć dziką naturę afrykańskiego stepu, ponownie poczułem się jak ten kilkulatek przeżywający historię Króla Lwa.  

Moja pierwsza podróż na czarny ląd 

Moja pierwsza podróż na czarny ląd miała miejsce w marcu 2011 roku. Długo wyczekiwane safari stało się siłą napędową mojej podróżniczej pasji. Wiązało się z nią wiele emocji: pierwszy lot samolotem, pierwsza podróż poza Europę, pierwsze zetknięcie z zupełnie obcą kulturą. Te wszystkie emocje potęgowało zbliżające się spełnienie dziecięcego marzenia o zobaczeniu świata z bajki. Oczywiście nie byłem (jeszcze wtedy) na tyle szalony, aby wybrać się tam samotnie. Wycieczka została zorganizowana przez jedno z polskich biur podróży. Mam wrażenie, że Kenia nie była wtedy jeszcze, aż tak popularna wśród Polaków. Reakcja rodziny i znajomych była pełna obaw. Jak się jednak później okazało, nie było ku temu żadnych podstaw.  

Safari 

Safari było bardzo intensywne i obejmowało: Park Narodowy Tsavo, Park Narodowy Jeziora Nakuru, okolice Jeziora Naivasha, Rezerwat Masai Mara oraz Park Narodowy Amboseli. Długa podróż przez Kenię stanowiła również niesamowitą atrakcję. Liczne akacje, pojawiające się od czasu do czasu pojedyncze baobaby oraz ciągnące się kilometrami sawanny powodowały, że trudno było oderwać wzrok od szyby samochodu. Nawet szaleńca jazda kenijskich kierowców nie wzbudzała stresu i nie potrafiła wyprowadzić mnie z melancholijnego nastroju.  

Park Narodowy Tsavo 

Pierwsze zetknięcie z afrykańską przyrodą miało miejsce w największym i najstarszym parku narodowym Keni – Tsavo. Tsavo obejmuje obszar prawie 23 tysięcy km². Chwilę po przekroczeniu bramy wjazdowej parku mogłem obserwować pierwsze żyjące na wolności zwierzęta. Żyrafy, zebry, antylopy i słonie pojawiały się właściwie na każdym przejechanym powolnym tempem kilometrze. Park Tsavo słynie z licznie występujących na jego obszarze słoni. Największe lądowe ssaki często pokryte są czerwonym pyłem pochodzącym z wulkanicznej gleby. Czerwone słonie są największą atrakcją w Tsavo. Ze względu na lokalne prawo oraz wysokie temperatury w ciągu dnia przejazdy w poszukiwaniu zwierząt odbywają się rankiem i popołudniami. W środku dnia zwierzęta chowają się w cieniu i są zdecydowanie trudniejsze do wytropienia, natomiast poruszanie się po terenie parku nocą jest zabronione ze względu na trwającą walkę z kłusownikami. Nie jest to jednak czas stracony. W jednym z położonych w sercu Tsavo ośrodków wypoczynkowych można rozkoszować się pięknymi krajobrazami oraz nadal obserwować dzikie zwierzęta pojawiające się od czasu do czasu przy okolicznych wodopojach lub po prostu odpocząć nad hotelowym basenem.  

Park Narodowy Amboseli 

O tym miejscu pisałem już wcześniej na blogu. Amboseli słynie ze wspaniałego widoku na najwyższą górę kontynentu Afrykańskiego – Kilimandżaro. Zapraszam do lektury wpisu o Amboseli: Park Narodowy Amboseli. 

Jezioro Nakuru i Naivasha 

W trakcie podróży nad jeziora Wielkiego Rowu Afrykańskiego front atmosferyczny przyniósł opady deszczu i lekkie ochłodzenie. Moje obawy, że przy takiej pogodzie nie zobaczę zbyt wielu zwierząt, nie sprawdziły się, zwierzęta chętnie wychodzą z ukrycia, aby schłodzić się, zaczerpnąć wody i pobawić się w deszczu. Choć rejs po jeziorze Naivasha w deszczu nie był zbyt przyjemny, to możliwość obserwacji hipopotamów wynagrodziła trudy podróży. Park Narodowy Jeziora Nakuru to świetne miejsce do obserwacji zagrożonych wyginięciem nosorożców. Na szczęście postępujący proces odbudowy gatunku przynosi pozytywne efekty i wszystko wskazuje na to, że kolejne pokolenia również będą mogły zobaczyć pasące się na wolności potężne zwierzęta. Okolice Nakuru to świetne miejsce dla poszukujących wrażeń ornitologów. O Nakuru i Naivasha możesz przeczytać w poświęconym afrykańskim jeziorom wpisie na moim blogu: Afrykańskie Jeziora. 

Rezerwat Masai Mara 

Podróż do Masai Mara nie należy do łatwych. Większość dróg w okolicy rezerwatu jest nieutwardzona i wymaga napędu na cztery koła. Przejazd gruntową drogą stanowi przygodę, tym bardziej dla osób, które większość swojego życia spędzają w miastach i poruszają się autostradami. Już po chwili zaczyna się doceniać wygody życia w rozwiniętym kraju. Do Masai Mara można dostać się również drogą powietrzną, jednak jest to dużo droższa opcja. Rezerwat Masai Mara jest naturalnie połączony z Parkiem Narodowym Serengeti w Tanzanii (o safari w Serengeti możesz przeczytać w innym wpisie na blogu: Safari w Serengeti). Wraz z Serengeti tworzy jeden z najbogatszych ekosystemów na Ziemi. Tereny te to miejsce występowania zjawiska Wielkiej Migracji. Podczas Wielkiej Migracji prawie 2,5 miliona antylop, gazel i zebr wyrusza w podróż z Serengeti, w którym to na świat przychodzą młode do Masai Mara, w którym znajdują żywność po długim okresie suszy. Podczas wędrówki zwierzęta pokonują ok. 3 tys. km. Wycieńczający wysiłek oraz drapieżniki doprowadzają do śmierci ok. 15% populacji.  Jest to jednak w pełni naturalna selekcja i populacja odradza się po powrocie do Serengeti. Wspaniały spektakl natury przyciąga uwagę naukowców oraz turystów z całego świata. Mimo że moja wizyta w rezerwacie przypadła na czas, w którym stada przebywają jeszcze w Serengeti, to zwierząt nie brakowało. Nie wszystkie wędrują. Ogromnym plusem safari w Masai Mara jest możliwość podjechania samochodem bardzo blisko zwierząt. Większość nigdy nie doświadczyła krzywdy ze strony człowieka i brzmienie silnika samochodu nie kojarzy się im z niczym złym. Nie uciekają i można je obserwować z niewielkich odległości. Właśnie w Masai Mara mogłem zobaczyć lwią rodzinę z odległości maksymalnie kilku metrów. Zwierzęta spokojnie odpoczywały sobie po obiedzie w buszu. Kompletnie ignorowały naszą obecność. Rodzice odpoczywali po posiłku, a małe lwiątka bawiły się w najlepsze. W pobliżu odpoczywających zwierząt swoją ucztę kończył potężny samiec. Obserwując lwy, mogłem bez problemu dostrzec obowiązującą w ich świecie hierarchię oraz rządzące ich światem prawa. Choć zazwyczaj polują samice, to samce mają pierwszeństwo posiłku, a dla najsłabszych (w tym tych rannych) członków lwiego stada pozostają jedynie resztki. Kilkanaście metrów od szczęśliwej, najedzonej rodziny lwów, odpoczywała ranna lwica. Wyraźnie została odtrącona przez swoje stado. Najedzone lwy nie stanowią zagrożenia dla innych zwierząt, dlatego w pobliżu spokojnie pasły się zebry i antylopy. Prawdziwy film przyrodniczy obserwowany na żywo. Dwa dni spędzone na terenie Masai Mara były pełne emocji i pozwoliły zbliżyć się do świata przyrody najbardziej ze wszystkich miejsc na świecie, które do dziś udało mi się odwiedzić. Nawet spacer po lasach parków i rezerwatów Madagaskaru nie wywarł na mnie, aż tak dużego wrażenia, jak każda godzina spędzona w tym kenijskim rezerwacie. 

Czy afrykańska przyroda sprostała oczekiwaniom? 

Zdecydowanie tak! Wymarzony świat niekończącej się sawanny, porośniętej buszem oraz samotnymi akacjami i baobabami, gdzie spacerują dostojne słonie, żyrafy stada antylop i zebr oraz polują piękne i niebezpieczne lwy, gepardy i lamparty naprawdę istnieje. Safari, które w języku suahili oznacza podróż, nie jest już związane z przemocą i strzelaniem do zwierząt, a z bezkrwawym tropieniem i obserwowaniem ich z bezpiecznej odległości. Każda chwila spędzona w afrykańskim buszu i każde wypatrzone zwierzę żyjące swoim życiem na wolności to niezwykła przygoda. 

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.