• Ngorongoro

Wybór ubezpieczenia i przygotowanie do podróży 

Wszyscy turyści oraz podróżnicy przygotowują się przed podróżą. Większość ludzi myśli o tym: jakie ubrania ze sobą zabrać, jakie warunki atmosferyczne zastaną ich na miejscu, ile pieniędzy ze sobą zabrać, jakie miejsca warto odwiedzić. Czasami jednak zdarza się, że zapominamy o najważniejszym – o dobrym ubezpieczeniu turystycznym. Ma to związek z tym że wakacje kojarzą się z beztroską i odpoczynkiem, a nie z przykrymi wspomnieniami. Zazwyczaj tak właśnie jest. Jednak każdemu może przytrafić się podczas podróży nieszczęśliwy wypadek. Zaginiony bagaż, wypadek komunikacyjny, napaść – w takich sytuacjach z pomocą przyjdzie nam ubezpieczyciel, którego polisę wykupiliśmy. W przypadku wyboru polisy ubezpieczeniowej powinniśmy w głównej mierze skupić się na jej zakresie. Nie każda polisa zabezpiecza nas na wypadek kontuzji, która wynika z uprawiania sportu ekstremalnego, nie każda polisa zabezpieczy odpowiednio na wypadek utraty drogiego sprzętu fotograficznego, nie każda polisa pokryje transport lotniczy w przypadku wypadku komunikacyjnego. Koszty jakie możemy ponieść w przypadku niewłaściwie wybranej polisy ubezpieczeniowej mogą sięgać ogromnych kwot. Dlatego powinniśmy zagłębić się w warunkach proponowanych turystom przez towarzystwa ubezpieczeniowe. W przypadku podstawowego ubezpieczenia warto sprawdzić te oferowane w pakiecie z biletem lotniczym. W takim przypadku nie tylko zaoszczędzimy, ale również możemy być pewni, że będzie ono obowiązywało w miejscu, do którego się udajemy. Czołowe linie lotnicze oraz najlepsi pośrednicy sprzedający bilety, zazwyczaj starają się współpracować z dobrymi ubezpieczycielami. Oczywiście możemy również zakupić ubezpieczenie osobno. Jeżeli planujemy podczas podróży nurkować lub uprawiać inne sporty ( w tym te ekstremalne) powinniśmy poinformować o tym sprzedawcę polisy oraz sprawdzić we własnym zakresie, czy w takim przypadku również zostaniemy odpowiednio zabezpieczeni w razie wypadku.  

Wypadki chodzą po ludziach 

Mimo że trudno sobie wyobrazić, że podczas wymarzonej podróży, może przytrafić nam się jakieś nieszczęście, takie rzeczy się zdarzają. Przekonałem się o tym na własnej skórze podczas wycieczki do Tanzanii. Na szczęście ubezpieczyciel stanął na wysokości zadania i zapewnił nam odpowiednią opiekę i dostęp do służb ratunkowych.  

Noworoczny wypadek w buszu 

Po sylwestrowej nocy spędzonej w Parku Narodowym Serengeti w Tanzanii, wraz z pozostałymi uczestnikami wycieczki wsiedliśmy do terenowego samochodu, którym mieliśmy z pomocą naszego kierowcy dostać się w okolicę miasta Arusza położonego niedaleko granicy z Kenią. Zanim jednak osiągnęlibyśmy nasz cel czekała nas droga przez sawannę wyżyny Serengeti do kaldery Ngorongoro. Gdy ruszyliśmy w drogę przez Serengeti, byliśmy wciąż dość zmęczeni i piękny, choć monotonny krajobraz za szybą szybko nas uśpił. Trudno określić, jak długi czas upłynął. Nagle niewielki wstrząs wyrwał mnie ze snu. W przednim lusterku zobaczyłem twarz widocznie zdenerwowanego kierowcy, który po kilku sekundach walki z niekontrolowanym poślizgiem, całkowicie utracił panowanie nad pojazdem. Nagle samochód zaczął odrywać się od podłoża. Wiedziałem, że trzeba zareagować. Wyciągnąłem ręce w górę. Oparłem dłonie o dach samochodu. Wtedy zaczęliśmy dachować. Choć trudno określić, czy obróciliśmy się raz, czy dwa razy, jednak nagle samochód z ogromną siłą uderzył bokiem w ziemię. Siła uderzenia była wystarczająca, by otwierany dach samoistnie się odchylił, ułatwiając mi tym samym wyjście z przewróconego pojazdu. Po opuszczeniu samochodu nerwowo się rozglądałem za swoimi znajomymi. Na szczęście wszyscy o własnych siłach wyszliśmy ze zniszczonego pojazdu. Chwilę po nas na miejsce dotarł drugi samochód, którym podróżowała część naszej grupy.  

zniszczony samochód safari

Oczekiwanie na pomoc 

Mimo że wydawało się, że jesteśmy cali i zdrowi, po chwili jeden z członków naszej grupy stracił przytomność. Pilotująca naszą wycieczkę dziewczyna bez zawahania skontaktowała się z ubezpieczycielem, który również bez zbędnej zwłoki zorganizował pomoc ratowników z kliniki zlokalizowanej w stolicy Kenii – Nairobi. Nadal jednak znajdowaliśmy się na otwartej sawannie, pełnej dzikich zwierząt. Na szczęście te nie były nami zainteresowane, a hałas prawdopodobnie skutecznie je spłoszył. Odganiając się od niezliczonej ilości owadów, przyglądaliśmy się naszym obrażeniom oraz próbowaliśmy wydobyć nasze rzeczy z wraku samochodu. Opiekunka grupy po przeszło godzinie zorganizowała nam pojazdy, którymi dotarliśmy do niewielkiego parkowego lądowiska, na które przylecieli ratownicy. Poobijani dotarliśmy na miejsce spotkania ze służbami ratunkowymi.  

Trudna decyzja 

Po tym, jak stan 4 osób (w tym mój) ratownicy określili jako dobry, stanęliśmy przed wyborem czy ruszać w dalszą drogę, czy też udać się samolotem z ratownikami do oddalonego o ponad 300 kilometrów szpitala. Dwoje pozostałych pasażerów musiało wybrać wizytę w klinice, natomiast nasza czwórka zdecydowała o kontynuowaniu podróży do Aruszy. Podczas podróży w narastającym stresie oraz ze wzmagającym się z każdą minutą, trudnym do zidentyfikowania bólem, co kilka minut prosiliśmy nowego kierowcę o zmniejszenie prędkości. Stres i ból nie pozwalały odpocząć. Oczywiście do krateru Ngorongoro nie zjechaliśmy, a po kilku godzinach podróży zmuszeni byliśmy znaleźć kolejnego lekarza. Ból niepokoił nas wszystkich. Na szczęście towarzysząca nam Pilotka skontaktowała się z niewielką, prywatną kliniką specjalizującą się w leczeniu chorób zakaźnych prowadzoną przez wolontariuszy ze Stanów Zjednoczonych. Gdy po zmroku dotarliśmy do niewielkiego szpitala, dyżurujący lekarze już na nasz czekali. Przeprowadzili podstawowe badania i zaproponowali leki przeciwbólowe oraz pozostanie na obserwacji na kolejny dzień. Jednak wstępne badania nie wykazały poważnego zagrożenia dla zdrowia i kolejny raz zdecydowaliśmy o kontynuowaniu podróży. Konsekwencje tego wypadku będę odczuwał do końca życia, gdyż najpoważniej ucierpiało prawe kolano, które z każdym kolejnym dniem bolało coraz bardziej.  

zniszczony samochód safari

Służby ratunkowe i ubezpieczenie 

Dzięki dobremu ubezpieczeniu zarówno lotnicza pomoc i opieka w szpitalu w Nairobi, jak i pomoc w niewielkiej klinice w okolicy Aruszy zapewniona została nam nieodpłatnie. Trudno nawet sobie wyobrazić jak wysoki otrzymalibyśmy rachunek, gdyby nie odpowiednia polisa ubezpieczeniowa.  

Czego się nauczyłem? 

To trudne doświadczenie nauczyło mnie, że podróż życia i kolejna wymarzona wycieczka niesie ze sobą również pewne ryzyko. Choć dla mnie i dla moich znajomych cała historia zakończyła się względnie dobrze i po kilkudziesięciu godzinach znów wszyscy spotkaliśmy się w Kenii, to wiedzieliśmy o tym, że mieliśmy sporo szczęścia. To co z pewnością nam pomogło to wzmocniona konstrukcja pojazdu oraz szybka reakcja Pilotki, służb ratunkowych i pracowników Parku Narodowego Serengeti. Obecnie, gdy często samodzielnie organizuję podróże, staram się dobrze poznać realia panujące w kraju, do którego się wybieram. Oprócz tego, w przypadku bardziej ryzykownych aktywności lub odwiedzania miejsc, które niosą ze sobą zwiększone ryzyko, nie rezygnuję z opieki lokalnego przewodnika, który doskonale zna dany teren.  

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.