Pałac Królewski w Oslo

Moja pierwsza podróż na własną rękę

Każdy kiedyś zaczynał i uczył się nowych rzeczy. Nie ma osoby, która od samego początku była w czymś dobra i bezbłędna. Podróżowanie na własną rękę to spore przedsięwzięcie, wymagające dużej ilości czasu poświęconego na odpowiednie przygotowanie się do zwiedzania kolejnego zakątka świata. W związku z tym, że swoje początki mam już za sobą i wiem, że nie były one wcale takie łatwe, postanowiłem podsumować błędy, które popełniłem podczas swojej pierwszej podróży zorganizowanej samodzielnie. Wspominana podróż odbyła się w kwietniu 2011 roku do stolicy Norwegii – Oslo. Z perspektywy czasu wiem, że była ona przygotowana fatalnie. Popełniłem chyba większość możliwych do popełnienia błędów. 

Pokusa tanich połączeń lotniczych 

Muszę przyznać, że głównym bodźcem, który przekonał mnie do wyboru skandynawskiej stolicy, były tanie bilety lotnicze. Niespełna 140 zł za lot z Katowic do Oslo wraz z biletem powrotnym stanowiło ofertę nie do odrzucenia. Widząc taką kwotę zestawioną z możliwością spełnienia marzenia o pierwszej podróży na własną rękę, nie mogłem się powstrzymać. Jeszcze tego samego dnia zaproponowałem tę krótką wycieczkę mojemu przyjacielowi, który również zafascynowany był w tamtym czasie Norwegią. Tanie bilety zakupione. Wraz z otrzymaniem e-maila z potwierdzeniem rezerwacji, przyszła kolej na zastanowienie się co dalej zrobić. Jak to zorganizować? Choć tanie linie lotnicze oferują bilety w dobrych cenach do bardzo atrakcyjnych miejsc, trzeba wziąć pod uwagę, że na miejscu możemy spotkać się z wysokimi kosztami, których już nie unikniemy.

Brak ubezpieczenia 

W euforii planowania podróży nie można zapomnieć o ubezpieczeniu turystycznym. Jest to niezwykle ważne, by być świadomym zagrożeń występujących podczas podróży. Nie są one mniejsze niż te, które mogą pojawić się codziennie w naszym kraju. Za granicą niestety nie chroni nas nasze standardowe ubezpieczenie zdrowotne w tak dużym zakresie. W przypadku wyjazdów do krajów członkowskich Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu jesteśmy w podstawowym zakresie chronieni w ramach składki na ubezpieczenie zdrowotne. Jednak w wielu sytuacjach będziemy potrzebowali dodatkowego ubezpieczenia turystycznego. Mimo że moja pierwsza podróż odbyła się bez polisy ubezpieczeniowej i nic mi się nie stało, mogłem nie mieć tyle szczęścia. Żelazna zasada: ZAWSZE KUPUJEMY POLISĘ UBEZPIECZENIOWĄ NA CZAS ZAGRANICZNYCH WYJAZDÓW TURYSTYCZNYCH. 

Kiepski termin podróży 

Podróż odbyła się wczesną wiosną. W realiach skandynawskich jest to bardzo wczesna wiosna. Mimo że liczyliśmy na możliwość podziwiania pięknego krajobrazu ze skoczni narciarskiej w Holmenkollen znajdującej się na przedmieściach stolicy, okazało się, że nic z tego wyjść nie mogło. W kwietniu przywitała nas dość ponura aura. Było mgliście, chłodno i miejscami zalegał brudny już śnieg. Dodatkowo po zatoce nie kursowały jeszcze wycieczkowe statki, z których pokładów można podziwiać ładne, norweskie krajobrazy. Ładnie zdecydowanie nie było. Często tanie bilety lotnicze idą w parze z kiepską pogodą w regionie docelowym. Trzeba wziąć pod uwagę, czy jesteśmy gotowi na taki kompromis i ewentualną rezygnację z niektórych atrakcji. 

Podróż z lotniska 

Nie byliśmy na to przygotowani. Lotnisko Oslo Torp znajduje się około 100 kilometrów od centrum miasta. Byłem przekonany, że bilet na autobus nie może być szczególnie drogi. Niestety było drogo, nawet bardzo. Za bilet autobusowy w dwie strony zapłaciliśmy 200 zł od osoby. Już w tym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że trzeba było się lepiej przygotować, więcej poczytać, więcej popytać. Nie mieliśmy wyboru, ruszyliśmy autobusem do Oslo. Informacje o cenach środków transportu są łatwo dostępne. Najlepiej już przed wyjazdem się zorientować o cenie przejazdu z lotniska, ponieważ często jest ona dość wysoka. 

Gdzie tutaj spędzić noc? 

No i pojawił się kolejny problem. Okazało się, że Oslo nie jest najlepszym miejscem na spontaniczne poszukiwanie noclegu w centrum miasta. W kwietniu, jak to w kwietniu, dość wcześnie się ściemnia. Trzeba było dreptać od hotelu do hotelu, od hostelu do hostelu i szukać miejsca na nocleg. Nie byłoby w tym większego problemu, gdyby nie ograniczony budżet (już mocno nadszarpnięty kosztownym biletem autobusowym z lotniska). Decyzja o braku wcześniejszej rezerwacji noclegu okazała się chyba największym błędem podczas tej podróży. Większość hotelowych recepcji opuszczaliśmy ze spuszczoną głową z myślami wędrującymi wokół zbliżającego się zmierzchu i szybko obniżającej się temperatury. Co mieliśmy zrobić, skoro w większości miejsc cena wypowiadana przez pracowników przekraczała nasz budżet nie tylko na sam nocleg a na cały wyjazd. Wreszcie trafiliśmy do hotelu sieci Comfort Inn, w którym prawdopodobnie trwała jakaś promocja. W innym razie pewnie i to miejsce opuścilibyśmy ze smutkiem w oczach. W drogich miastach warto nocleg zarezerwować jeszcze przed przylotem, aby nie dać się zaskoczyć wysokim cenom. Rezerwując nocleg z wyprzedzeniem mamy duże szanse na uzyskanie promocyjnej ceny i znalezienie miejsca w dobrej lokalizacji. 

Barowe szaleństwo w Oslo 

Znając już realia bardzo drogiej norweskiej stolicy, powinniśmy dokładniej zaplanować nasz pobyt. Niestety kolejny dzień to kolejne błędy. Po zakupie biletu na metro i po krótkim zwiedzaniu miasta wieczorową porą udaliśmy się na podbój barów. Piwo w barze za 35 zł nie było dla nas większym problemem. Byliśmy najedzeni, weseli, do tego realizowaliśmy naszą pierwszą „wyprawę”. Nie mogło być inaczej, trzeba było porządnie zaszaleć. Nasza imprezowa noc skończyła się w okolicach może godziny trzeciej. Nie pamiętam dokładnie. Były bary, integracja z mieszkańcami stolicy i imigrantami, solidna wyżerka w McDonald ’s. Rankiem, gdy doszliśmy do siebie, zaczęliśmy się zastanawiać, czy w ogóle zostało nam trochę koron na jedzenie. Okazało się, że nasz budżet jest na wyczerpaniu. Opuszczając swój kraj trzeba postępować bardziej rozsądnie. Nie powinno się pozwalać sobie na nieodpowiedzialne zachowanie, imprezowanie i nocne szaleństwa w mieście, którego się nie zna. 

Strasznie drogie restauracje 

Na szczęście śniadania mieliśmy zapewnione w cenie noclegu. To był spory plus. Jednak i w tym przypadku popełniliśmy błąd. Zamiast porządnie się najeść, wiedząc, że jesteśmy spłukani, zjedliśmy skromne śniadanie wychodząc z założenia, że przecież pizza nie może być bardzo droga, bo u nas jest tania. Rzeczywistość okazała się brutalna. Już po trzech godzinach zaczęliśmy odczuwać głód. Przechadzając się po centrum miasta błądziliśmy wzrokiem za napisem “PIZZA”. Oczywiście pizzerii jest tam sporo – jak prawie wszędzie na świecie. Cena 90 koron brzmi zachęcająco. Trochę drogo dla nas 45 zł za pizzę zapłacić, ale wydawało się, że to jedyne na co nas stać poza burgerami z McDonald’ s. Nawet trudno sobie wyobrazić jak wielkie było nasze rozczarowanie, gdy po dokładnej lekturze menu okazało się, że 90 koron kosztowała nie cała pizza, a jeden jej kawałek. Spory kawałek, ale nie wystarczający na cały dzień. Po zapoznaniu się z cenami w restauracjach wylądowaliśmy w… McDonald’ s. Trzeba było się pogodzić z burgerami. Oczywiście kilka godzin po solidnej fastfoodowej uczcie znów byliśmy głodni. Niestety nasz budżet nie był już wystarczający na godną króla ucztę w fast foodzie. Przed wyjazdem warto zapoznać się z lokalną kuchnią oraz z cenami, zaczerpnąć wskazówek od osób, które już to miejsce odwiedziły. Warto również odwiedzić strony internetowe popularnych sieciówek i przygotować budżet pod ceny umieszczone w ich menu. Cena np. Big Burgera pomoże nam zorientować się w minimalnym budżecie, jaki powinniśmy zaplanować na jedzenie. 

Ceny w sklepach 

Wizyty w sklepach kończyły się nie mniejszym szokiem niż te w restauracjach. Ceny okazały się cztery, może pięć razy wyższe niż w Polsce. Aby zaspokoić narastający z każdą minutą głód… wreszcie zdecydowałem się na zakup sporej drożdżówki. Po wydaniu 25 koron na drożdżówkę poczułem ulgę. Podobnie jak w przypadku cen w restauracjach warto wejść na stronę lokalnego dyskontu i poznać ceny w sklepach jeszcze przed wyjazdem. Przede wszystkim w drogich miastach zapewne będziemy korzystali z produktów zakupionych w minimarketach. 

Czy coś zrobiłem dobrze? 

Podczas całego wyjazdu na szczęście kilka rzeczy się nam powiodło. Zakupiliśmy bilety do atrakcji i na metro pierwszego dnia – jeszcze przed wieczornym szaleństwem. Pozwoliło nam to zobaczyć kilka atrakcji, wyjechać na przedmieścia i stanąć na szczycie skoczni narciarskiej. 
 
Na lotnisku zakupiliśmy bilet autobusowy w dwie strony, dzięki czemu mieliśmy jak wrócić na oddalone o przeszło 100 kilometrów lotnisko. 
 
Hotel znaleźliśmy w centrum, co gwarantowało nam, że mimo braku środków finansowych sporo zobaczymy i poczujemy klimat stolicy. 

Przygoda i lekcja życia

Mimo wielu błędów ta krótka wycieczka bardzo wiele mnie nauczyła. Od tego czasu nie powtórzyłem już podobnej wpadki organizacyjnej. Obecnie jest łatwiej. Szybciej możemy uzyskać pewne i sprawdzone informacje na temat miejsc, które planujemy odwiedzić. Dzięki blogom podróżniczym, portalom społecznościowym oraz mieszkającym za granicą rodakom możemy przygotować wyjazd idealny, niestresujący i bogaty w możliwości poznawcze. 

statek w Oslo
0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.